piątek, 10 maja 2013

Drarry 2

Hej. Przepraszam, że długo nic nie dodawałam, że nie miałam dostępu do internetu :D
Dziś zostawiam was z Drarry. Od razu piszę nie zbetowane !!
Życzę miłego czytania,
Sev :)



 Nie każda historia miłosna musi kończyć się happy endem. Nie zawsze kochankowie będą żyli długo i szczęśliwie. I nie zawsze kochanką urodzi się śliczne dziecko. Dlaczego? Bo kochankowie mogą okazać się mężczyznami.
  I taka właśnie jest ta historia. Bez happy endu, bez '' I żyli długo i szczęśliwie '', bez dzieci. Przykład dramatu, z udziałem dwóch chłopców i rodziny jednego z nich.
  Pewnego dnia Draco szykował się na spotkanie z Harrym. W pewnym momencie do pokoju weszła Narcyza.
 - Wybierasz się gdzieś, kochanie?
 - Tak. Idę do Harrego na Grimmauld Place 12.
 - Mieszka tam?
 - Tymczasowo. - Narcyza przyjrzała się swojemu pierworodnemu. Był młody i przystojny. Nie kiedy dziwi mu się, że nie chce związać się z jakąś piękną i młodą kobietą z dobrego domu. Dlaczego woli być z Potterem? Do tego nie wiadomo co robią, gdy się spotykają.Jeszcze nigdy nie spotkali się w Malfoy Maron. - Coś jeszcze, mamo? - Z rozmyślań wyrwał Narcyzę, głos Draco.
 - Dlaczego on?
 - Przecież już kiedyś Ci to mówiłem.
 - Chce usłyszeć to jeszcze raz.
 - Dobrze. - Usiadł na łóżku, naprzeciw niej. - Kocham go. Kocham go odkąd go poznałem. Zawsze byliśmy wrogami, dlatego bałem się powiedzieć mu co czuję. Jednak na wygranej bitwie,odważyłem się. Wtedy okazało się, że on czuje to samo. Mamo, zrozum to wreszcie. Kocham go i nie chce być z nikim innym.
 - Ojciec znalazł Ci narzeczoną...
 - To powiedz mu, że jej nie chce! Czy tego chcecie czy nie, będę z Harrym!
Draco wyszedł z pokoju, zostawiając Narcyzę samą. Ona nie chciała krzywdzić syna. Była nawet w stanie zaakceptować jego związek z Potterem, jeśli dzięki temu był on szczęśliwy. Jednak Lucjusz był innego zdania. Dla niego liczył się honor rodziny, potomek i przedłużenie linii rodu.
  Draco po wyjściu z pokoju, od razu deportował się do Harrego. Gryfon zwykle czekał na niego w salonie lub kuchni. Dziś jednak nie było go tam. Poszedł na górę, do jego sypialni. Otworzył drzwi i zastał Harrego śpiącego na łóżku. Uśmiechnął się pod nosem i podszedł do niego. Położył się obok kochanka i przytulił się do jego pleców. ten poruszył się.
 - Jak się spało, kochanie? - Harry odwrócił lekko głowę i uśmiechnął się. Draco to odwzajemnił, po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku. W chwili, gdy się oderwali się od siebie, ciemnowłosy odezwał się :
 - Póki mnie nie obudziłeś, to dobrze. -Uśmiechnął się szczerze. - Czemu tak długo nie przychodziłeś?
 - Matka mnie zatrzymała.
 - Znów? Co tym razem?
 - Chciała wiedzieć, czemu z Tobą jestem.
 - Nie znudził jej się?
 - Jeszcze nie. - Draco stracił humor gdy przypomniał sobie rozmowę z matką. Harry od razu to wyczuł.
 - Coś Ci powiedziała, prawda?
 - Tak. Ojciec znalazł mi narzeczoną.
Harry nic nie powiedział. Zszokowała go ta wypowiedź. Odwrócił się tyłem do Draco i mocniej przycisnął jego dłonie do siebie.
 - Czemu to robisz? - Spytał lekko rozbawiony blondyn.
 - Co?
 - Zaciskasz bardziej moje dłonie. Zawsze to robisz. Ale dlaczego?
 - Bo chce czuć, że tu jesteś. I, że mnie nie zostawisz.
 - Ciebie, Gryfonku, nigdy nie zostawię.
 - Wiem, ale mimo to lubię czuć, że jesteś.
Jakby w odpowiedzi, Draco wtulił się jeszcze bardziej w Harrego. Czarnowłosego szybko ogarnęła senność. Dlatego prawie natychmiast zasnął. Chwilę po nim odpłynął Draco. Spali w zwartym uścisku, blisko siebie. Bardzo dobrze czując swoją obecność.
  Lucjusz krążył po pomieszczeniu. Narcyza siedziała w fotelu, bojąc się co jej mąż teraz zrobi. Wiedziała, że słowa Draco go zdenerwują. Mimo to musiała mu o tym powiedzieć.
 - Lucjuszu... - Zaczęła ostrożnie. - On go naprawdę kocha...
 - Nie obchodzi mnie to! Powinien ożenić się z kobietą z dobrego domu i mieć z nią potomka. Gdybym ja kierował się uczuciami, nie było, by Ciebie tutaj. A Draco nigdy, by się nie urodził.
Mężczyzna wyszedł z pokoju, zostawiając Narcyzę samą. Myślała nad słowami męża.'' Jak to, Draco, by się nie urodził? Czyżby Lucjusz kogoś kochał? I musiał go zostawić dla mnie? "
  Po wyjściu z pokoju, Lucjusz deportował się do Pottera. Nie zastając go nigdzie na dole, udał się na górę. Szybko odnalazł sypialnie, w której spał jego syn wraz ze swoim kochankiem. Gdy tylko ich zobaczył, śpiących razem, poczuł coś. Takie małe i lekkie ukucie w okolicy serca. Tak bardzo przypominali mu kogoś. Mianowicie jego i jego kochanka, z czasów, gdy jeszcze chodzili do Hogwartu. Bardzo często w takim uścisku zasypiali. Oczywiście, tak samo jak Draco, przytulał swojego partnera. Kochanek był niski i chudy. Mimo szystko, tylko przy nim Lucjusz czuł się szczęśliwy. Chociaż nie są już razem szmat czasu, dalej go pamięta. Każdy szczegół jego wyglądu. Każde wypowiedziane słowo. Każdy zapach, który Lucjusz pochłaniał. Pamiętał również, kiedy musiał się z nim rozstać. Ojciec znalazł mu narzeczoną. Wiedział, że to konieczność. Dlatego od razu zerwał kontakty z towarzyszem. Było to dla niego bardzo trudne. Draco nie umie tego zrozumieć. A skoro nie chce po dobroci, to zmusi go, by ożenił się z wybraną przez niego kandydatką. Wie, że będzie to trudne, ale nie widział innego wyjścia. Wrócił do Malfoy Maron, zanim kochankowi się obudzili. W głowie miał już pomysł. Chciał go jak najszybciej zrealizować.
  Pierwszy obudził się Draco. Rozejrzał się nie przytomnie po pomieszczeniu. Jego wzrok utkwił na Harrym leżącym obok niego. Zaczął całować go po karku. Gryfon zaczął się wybudzać.
 - Harry...?
 - Mmmm?
 - Muszę już wracać.
 - Mógłbyś ze mną zamieszkać. Nie było, by problemu.
 - Bardzo, bym chciał. Wiesz, że nie mogę.
 - Wiem. Ale jutro przyjdziesz?
 - Oczywiście. W takim razie, do jutra, skarbie. - Pocałował go w czoło. - Kocham Cię, Harry.
 - Też Cię kocham, Draco.
Blondyn z uśmiechem wyszedł z pokoju. Siecią Fiuu wrócił do domu. W salonie spotkał ojca. Ten nie zaszczycił go nawet spojrzeniem. Chłopak od razu udał się do siebie.
Natomiast Lucjusz, wybrał się do Pottera. Zastał go siedzącego w salonie. Gdy tylko, usłyszał kroki, odwrócił się. Z twarzy można było wywnioskować, że nie podoba mu się wizyta gościa.
 - Witam, pana, panie Potter.
 - Dzień dobry, panie Malfoy.
 - Możemy porozmawiać?
 - Oczywiści. Proszę usiąść. - Wskazał na sofę, naprzeciw kominka. Lucjusz usiadł Harry usiadł na fotelu obok. - Domyślam się, że chce pan rozmawiać o moim związku z Draco.
 - W rzeczy samej. Jak pewnie, wie pan, znalazłem Draco idealną kandydatkę na żonę. Ten jednak uważa, że Pana kocha i nie będzie się żenić.
 - I co ja mam z tym zrobić?
 - Musi pan, przemówić mu do rozsądku.
 - Nie mam zamiaru.
 - Słucham?! - Spytał zdenerwowany Lucjusz.
 - To co pan słyszał. - Harry wstał. - Uważam, że skończyliśmy. - Odwrócił się tyłem do Lucjusza. Tym gestem rozzłościł go. Arystokrata wstał i wyjął różdżkę.
 - Avada Kederva! - Z jego różdżki wystrzelił zielony płomień. Ugodził chłopaka w sam środek pleców. Gryfon padł na ziemię. Lucjusz podszedł do niego. Miał otwarte oczy. Spojrzał w nie. " Oczy koloru Avady. Czyli jednak Draco nie kłamał. " Odszedł. Dopiero w domu, Lucjusza do padły wyrzuty sumienia. Od razu poszedł do pokoju syna. Ten siedział przy biurku.
 - Możemy porozmawiać, synu? - Chłopak zamknął książkę.
 - Jasne. O czym?
 - Bo widzisz... Chciałbym, abyś wiedział, że zrobiłem to dla twojego dobra.
 - Co zrobiłeś?! - Krzyknął blondyn.
 - Teleportowałem się na Grimmauld Place 12 i... zabiłem Pottera.
 - CO !! - Draco wstał i zaczął krążyć po pokoju. - Jak mogłeś?! Przecież wiesz, że go kocham! Nienawidzę Cię!
 - Draco, to było dla twojego...
 - Nie pieprz! Gdyby to było dla mojego dobra, to Harry, siedziałby tu z nami! Wierz co? - Dodaj już spokojniej. - Kiedy jego już nie ma, to nic jie trzyma mnie przy życiu. - Lucjusz spojrzał pytająco i z lekkim zdenerwowaniem na syna. - Nie patrz tak! Myślałeś, że to twoja zasługa, że nie mam już myśli samobójczych? Mylisz się. Tylko on trzymał mnie przy życiu! - Po policzkach leciały mu łzy. - Teraz, gdy jego już nie ma, nic nie trzyma mnie przy życiu.
 - O czym ty mówisz? - Chłopak nie odpowiedział. Wyjął różdżkę i wypowiedział zaklęcie, celując w coś przed siebie.
 - Avada Kendarva!
Lucjusz odsunął się, ponieważ myślał, że zaklęcie ma trafić w niego. Draco miał inny plan. Zielony płomień z różdżki Draco, odbił się od wielkiego lustra i trafił go prosto w serce.
Lucjusz patrzył jak ciało, jego jedynego syna osuwa się na ziemię, tak samo jak ciało Pottera, kilka chwil temu. Mężczyzna podszedł do niego. Również miał otwarte oczy. Te jednak były siwe. Kładąc rękę na jego ramieniu, powiedział :
 - Przepraszam, synu. Teraz wiem, że źle zrobiłem. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. I tam gdzie teraz jesteście, w końcu będziecie szczęśliwi. Bez żadnych przeszkód.
Uronił jedną łzę. Patrzeć na śmierć syna. Nikt nie chciałby tego przeżyć. Przywołał ciało Pottera. Teraz leżeli obok siebie. Prawie tak samo, jak kilka godzin temu na Grimmauld Place 12.

1 komentarz:

  1. nieco przesłodzone. no i 'wiesz', a nie 'wierz'.
    Z lekka chaotyczne i nieskładne, ale jak się przyłożysz, to będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń